#CamperLife - CZYLI MAŁE POLSKIE WAKACJE

Urlop, wakacje, wolne. Tego słowa nie użyłam przez ostatnie 10 lat. Bo nie było czasu, bo praca, bo wyjazd z pracy, bo to, bo tamto. Zazwyczaj moje wakacje trwały dzień lub dwa w miejscu w którym pracowałam, robiłam zlecenie, fotografowałam ślub, zostawałam dzień, dwa dłużej, żeby choć trochę nacieszyć się nic nie robieniem, podziwianiem przyrody czy leżeniem na kocu nad jeziorem. Takie oszukane wakacje. Ale w tym roku powiedziałam basta i zabrałam się na wakacje, nie byle jakie :) Zapakowaliśmy się ja, Mac, Paula, Bart i Saigon (zwany Dodo) na tydzień nie pracowania, na przygodę życia. Zaledwie 30km od domu, do lasu, nad przepiękne jezioro Mrowinko a potem tylko 200 km od domu nad morze, do Dźwirzyna. Ale była to podróż camperem, starym, starszym ode mnie. A tam przypomniały mi się czasy dzieciństwa, wakacji z rodzicami, beztroskie, powolne (bo camper nie jechał szybciej niż 80km/h!), gdzie jedynym problemem była decyzja rano czy jem bułkę z serem czy z pomidorem czy to i to na raz i gdzie zaparkować :D Wtedy są to najtrudniejsze decyzje :D

Polska jest piękna, Polska jest warta zwiedzania, skręcenia w boczną, polną uliczkę, do lasu, czy zatrzymanie się w małej urokliwej wioseczce na rybkę, na siku, rozprostować plecy, wziąć głęboki oddech. Przygoda przepiękna. To było spełnienie marzeń, sprawdzenie siebie, sprzętu czy aby na pewno damy radę na dłuższą trasę, która krąży nam po głowie od zeszłego roku, ale której póki co nie mogliśmy zrealizować. I tak! Da się! To się przecież musi udać :) Komu jak nie nam? :D

A jeśli tylko marzysz o takiej przygodzie, w camperze, gdzieś z dala od wszystkiego. Nie czekaj zbyt długo, tylko spełniaj to marzenie. Nigdy nie wiesz czy nie stanie się ono Twoim życiem <3